nasze życie stanie się piękne, jeśli nauczymy się żyć…

Codzienność Książki Rozwój osobisty

Jak to się stało, że pokochałam czytać książki?

Kiedy chodziłam do szkoły i na lekcji języka polskiego padały słowa “za 3 tygodnie będziemy omawiać lekturę taką i taką i proszę przeczytać” to zawsze sobie zadawałam pytanie “po co mi to?” i zaraz potem myślałam “jak już dorosnę to nie będę w ogóle czytać książek”. Dziś z perspektywy czasu uważam, że lektury szkolne, są źle dobierane (przynajmniej były w latach, kiedy ja chodziłam do szkoły), bo zamiast zachęcać co czytania, te po prostu nas zniechęcają i to skutecznie. Możecie się ze mną nie zgodzić, oczywiście, ale wytłumaczcie mi, czy 14-latek naprawdę musi czytać Pana Tadeusza czy Krzyżaków? Mało kto lubi tego typu książki tak naprawdę, a poza tym trzeba też je rozumieć.

Ja w wieku 14 czy 13 lat byłam za młoda zdecydowanie na tego typu książki i myślę, że niestety to, że lektury są źle dobierane to skutecznie zniechęcają młodych ludzi do sięgania po inne książki. Przyznam szczerze, że ja w wieku szkolnym nienawidziłam czytać, dla mnie to była kara, a mało tego książki wydawały mi się czymś nudnym – przynajmniej te dla starszych, bo dziecięce były ciekawe. No ale powiedzmy szczerze: jeśli czytasz 3 czy 4 książki po kolei i każda jest po prostu “ciężka” to w głowie młodego człowieka tworzy się obraz tego, że książki takie są. Wszystkie.

Dziś, pisząc ten wpis, zerknęłam na aktualne lektury szkolne i przyznam szczerze, że jednak się zmieniły przez te kilkanaście lat i być może dziś bardziej zachęcą młodych do czytania. Mimo wszystko, mnie kilkanaście lat temu skutecznie zniechęciły tak, że przez kilka kolejnych dni nawet nie miałam ochoty czytać. Ba! Widząc mamę z książką, ja Jej wręcz współczułam, że marnuje swój czas na czytanie książek.

Jak zatem doszło do tego, że polubiłam, a wręcz pokochałam książki?

To było w liceum. Pierwszy raz mnie tak rozłożyło, że nie miałam siły się ruszyć. Spędziłam w łóżku tydzień, zabijając czas oglądaniem telewizji. No, ale przyznajmy szczerze: ileż można bezmyślnie patrzeć w telewizor?

Wtedy jeszcze nie było facebooka, instagrama, nie było internetu w telefonie (chyba nie, bo przyznam szczerze, ze nawet nie pamiętam), więc po kilku godzinach snu i leżenia nudziło mi się. Był komputer: owszem. Ale wyobraźcie sobie jak musiałam się czuć, że nawet nie myślałam o tym, żeby iść pograć.

I wtedy z nudów, zaraz po tym jak przejrzałam wszystkie możliwe gazety, sięgnęłam po książkę. Do dziś pamiętam tytuł: “Spotkajmy się pod drzewem Ombu”. Plan był taki: przeczytam z nudów kilka stron, oddam mamie i pójdę spać.

I przeczytałam kilka stron i kolejne i następne i przepadłam. Wtedy pierwszy raz zrozumiałam, że książka może być ciekawa. To był ten moment, od którego zaczęła się moja miłość do książek. Od tamtego dnia przeczytałam ich setki, zaczynając od przewidywalnych harlequinów, kończąc na trzymających w napięciu thrillerach.

Jakie są moje ulubione? Ciężko mi na tę chwilę powiedzieć, bo dużo zależy też od mojego samopoczucia. Czasami mam ochotę po prostu na jakiś romans, a czasami na thriller, często też sięgam po thrillery psychologiczne. Każdy z tych gatunków jest inny, każdy inaczej się czyta, ale każdy wart, by po niego sięgnąć. Przez te około 12 lat jak pokochałam czytanie tylko raz spotkałam się z książką, której nie dałam rady przeczytać, ale jeszcze może do niej wrócę.

Dziś właśnie do mnie doszła ta pierwsza, ta od której wszystko się zaczęło, bo mam do niej ogromny sentyment i chcę ją mieć w mojej biblioteczce. I mimo, że pamietam dokładnie co się działo, chętnie przeczytam kolejny raz.

A kto wie? Być może za kilkanaście lat to ja dam tę książkę mojej córce, która pokocha książki tak jak ja.

2 KOMENTARZE

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Twój adres email nie zostanie opublikowany.